Zwyciężyli! Franky nie żyje! Jego leśny domek, wszystko, co stworzył, jego magiczne proszki — nic istnieją! Okrutni kosmici nie będą już musieli lękać się cze­gokolwiek podczas podboju wszechświata. Koniec. /umilkłem. Już wypowiadając te słowa, zdałem sobie sprawę / lego, jak okrutnie postąpiłem. Sam nie potrafię tego zrozumieć. ()powieść o Frankym Furbo zaczęła się, gdy najstarsze z naszych (l/ieci było dość duże, by słuchać bajek, i trwała po dziś dzień. Wiem też, że zrobiłem krzywdę nie tylko Billy'emu, ale i samemu sobie. Poranek był zawsze w naszej rodzinie porą na bajki. Caroline miała wtedy wolną chwilę, aby umyć się i ubrać, zrobić porządek w kuchni i przygotować śniadanie. Przez wszystkie lata musiałem opowiedzieć tysiące bajek. Każda z tych historii o Frankym Furbo |h> prostu pojawiała się znikąd w mej głowie. Na swój sposób wcale ich nie wymyślałem, były prawdziwe, tak jak wszystko na lym świecie. Opowiadałem bajki rano, ponieważ dzieci kładły się spać o róż­nych porach, zależnie od wieku. aroline bała się też, że mogą im się przyśnić w nocy,